BIEC DALEJ I WYŻEJ, czyli to i tamto o bieganiu, triathlonie, górach i samym sobie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty do biegania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty do biegania. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2014


Po tym jak żywota dokonały moje Kanadie, postanowiłem zaszaleć i kupić terenowe buty z wyższej półki. Padło na Inov-8 Roclite 295, choć miałem trochę obaw. Przede wszystkim dlatego, że to buty drogie. Kurczaki, PIĘĆ STÓW za buty biegowe? To jest, jak na moje postrzeganie wydatków na sport, bardzo dużo. No ale zachwalali... Że to petarda a nie buty, że przyczepność, że Inov-8 itd. Obawy budził także sam ich profil. To buty lekkie, bez solidnej amortyzacji i z niewielkim spadkiem od pięty do palców. Bałem się ich szybkości i lekkości dlatego, że kupiłem je głównie od biegania na orientację, gdzie będę pokonywał w nich 50-60 km, nie zdejmując z nóg czasem i przez 12 godzin (rekord 15h).

No ale się odważyłem, kupiłem i założyłem. Pierwsze wrażenia: są bardzo lekkie, dość twarde i... niezbyt wygodne. Wiecie, w dzisiejszych czasach niektórzy producenci butów już na dzień dobry robią laskę naszym stopom – musi być mięciutko, gładziutko i do rany przyłóż normalnie. Inov-8 to buty w teren, one mają być agresywne, szybkie, twarde i silne! I takie właśnie są. Te buty w żadnym wypadku nie nadają się do biegania na bosaka. No ale kto biega po górach albo bagniskach bez skarpet?;)

No to co? No to w teren! Roclite’y kupiłem na początku marca 2013. W piątek w nich trochę pobiegałem, a w sobotę... wystartowałem w zawodach Złoto dla Zuchwałych – 25 km na orientację. Jak się buty spisały? Hmmm, co tu dużo mówić. Odcisków: zero. Otarć: zero. Problemów: zero. Pozycja na mecie: pierwsza!:)


W butach na stałe zacząłem biegać w terenie – czyli treningi po lesie, podbiegi terenowe, biegi górskie, no i biegi na orientację. Jak dotąd przebiegłem w nich około tysiąca kilometrów, zdążyłem więc poznać je od podszewki, recenzję podzielę więc na dwie konkretne części: zalety i wady.

ZALETY butów Inov-8 Roclite 295:
Podeszwa – one mają genialną podeszwę, bez dwóch zdań. Agresywny bieżnik, jeszcze lepszy niż ten w Kanadiach, w których biegałem poprzednio, kapitalnie spisuje się na piachu, śniegu, kamieniach, błocie, w lesie i na polu. No jasne, że jak jest gładki lód, to się człowiek w nich wypierniczy, ale żeby tak się nie stało, to trzeba mieć nakładki z metalowymi kolcami na nogach. No jasne, że jak jest sypki piach i ostry podbieg to się człowiek zakopie, bo w każdych butach by się człowiek tam zakopał. Ale rozsądne oczekiwania Roclite’y zdecydowanie spełniają. Biegam w nich o każdej porze roku, po lasach, polach, górach i śniegu – nigdy nie narzekałem. Podeszwa nieźle spisuje się też na górskich szlakach, nawet na skałach trzyma się bardzo dobre, ale przy wyjątkowo śliskich kamulcach albo korzeniach można wywinąć orła.


Gumowy otok wokół palców – jedną z cech, jaką powinny dla mnie posiadać dobre buty w teren jest otok wokół palców stopy. Rozwiązanie to chroni przed uderzeniami w kamienie czy korzenie, o które w trakcie szybkiego biegu po lesie łatwo jest zahaczyć. Inov-8 Roclite 295 taki otok mają i sprawuje się on bardzo dobrze. Gdy trzeba uchroni palucha przed złamaniem czy obtłuczeniem.

Wytrzymałość – ani przez jeden dzień butów tych nie oszczędzałem. Były katowane błotem, tonęły w bagnach, walczyły z haczącymi się jeżynami i palącymi pokrzywami. W domu do pralki, na suszarkę i na kolejny bieg. Przez półtora roku prałem je pewnie z piętnaście razy, drugie tyle były przemoczone i nasiąknięte błockiem najróżniejszej maści, że o deszczówce nie wspomnę. Buty nie rozpadły się, choć po materiale widać, że były intensywnie używane.

Szybkość – mimo braku czary-mary magicznej pianki oddającej energię kinetyczną i gromadzącego ją systemu KERS, Inov-8 Roclite 295 to piekielnie szybkie buty. Są lekkie (brudne w moim rozmiarze to 320 gramów, bez brudu pewnie sporo mniej;)) Na płaskich przebiegach polnymi bądź leśnymi drogami pokazują pazury! Buty mają 9-milimetrowy spadek pięta/palce, w porównaniu do konkurencyjnych Cascadii ważą o duże kilkadziesiąt gramów mniej i mają o 7-9 milimetrów cieńszą podeszwę. Tę, rzadko spotykaną w butach terenowych innych niż marki Inov-8, lekkość czuć na każdym kroku.



WADY:
Zapiętek – W moim egzemplarzu ten problem się nie pojawił, ale wiele osób biegających w Roclite 295 narzeka na zapiętek. Taki na przykład kolega B. twierdzi, że: „gąbka w zapiętku skulkowaciała. Zrobiły się takie grudki, które obcierały piętę i przez to szybko przetarł się też sam materiał.”. Ale jak B. te grudki wyciągnął, to obcierać przestało.

Załamanie przy małym palcu – temu samemu B. przetarł się też materiał w okolicach małego palca, i to w obu butach. Tu czy tam czytałem, że innym też się to zdarzało, ale znów – mój egzemplarz, mimo intensywnego używania, wielokrotnego prania i tysiaka na karku, takiego problemu nie zna. Być może miałem szczęście;)

Nie dla każdego  – to nie są buty dla każdego. Jak ktoś ma wąską stopę i pronację w gratisie, to przy lądowaniu na pięcie buty mogą potęgować wykrzywianie stawu skokowego. Osoby z delikatną stopą mogą mieć problem z obtarciami lub po prostu twardością tych butów, która może zemścić się bólem kości śródstopia. Nie każdy akceptuje tego rodzaju obuwie. Moje nogi doskonale spasowały się z tym modelem, ale znam osoby, którym te buty po prostu nie pasują.


PODSUMOWANIE
Inov-8 Roclite 295 to bardzo dobre buty terenowe. Szybkie, lekkie, twarde i agresywne na trasie. Z opinii ludzi wynika jednak, że można trafić na lepszy lub gorszy (pod kątem wytrzymałości) egzemplarz. Mi się udało i gdybym dziś kupował buty trialowe trailowe, kupiłbym kolejne Inov-8. Trzeba jednak przypomnieć, że sporo kosztują. 500 zł to katalogowa cena, widziałem w internecie kwotę 399 zł za stary model (obecnie w sklepach jest nowszy), a Kanadie w Decathlonie są do kupienia nawet za mniej niż 250 zł. Ale jeśli kogoś stać, to Inov-8 są wg mnie dobrym wyborem. Przed zakupem warto jednak przymierzyć je i choćby pochodzić po sklepie.


czwartek, 21 sierpnia 2014


Od ponad dwóch lat powtarzałem wszem i wobec, że najlepsze buty w jakich biegałem to Brooksy Pure Cadence. Gdy Tygrys zapowiedział mi, że zmienię zdanie, byłem nastawiony dość sceptycznie. Dostałem więc od New Balance model M890GO4 i to właśnie te buty miały przebić moje ulubione Brooksy. To męski (literka M) model treningowo-startowych butów biegowych. Dość zaawansowany technologicznie (świadczy o tym cyferka 8), lekki i przeznaczony do szybkiego neutralnego biegania (liczba 90). Ze strony producenta wynika, że w bucie połączono technologie Abzorb i REVlite, co ma zapewnić dobrą amortyzację, przy zachowaniu niewielkiej wagi. Nazwy technologii kompletnie nic mi nie mówią, ale buty są rzeczywiście lekkie i nieźle amortyzują – więc połączenie działa. Mój egzemplarz waży 266 gramów, to o 8 proc. mniej niż w/w Brooksy, a w moim odczuciu NB mają lepszą amortyzację. Kapelusze z głów przez NB, bo to sztuka zrobić buty jednocześnie lekkie i dobrze amortyzowane. Niemal dokładnie tyle samo ważą przeznaczone do biegania naturalnego Adidasy ClimaCool Ride, które amortyzacji praktycznie w ogóle nie mają!


Przy tej lekkości i amortyzacji New Balance są bardzo dynamiczne. Podobnie jak w przypadku wspomnianych już Brooksów Pure Cadence, biega się w nich szybko, a nawet bardzo! Muszę przyznać, że już pierwsza przebieżka (wykonana na trasie przystanek autobusowy – dom, w jeansach i z plecakiem) zachęciła mnie do tego, by się z nimi zaprzyjaźnić na dobre. No i tak sobie w nich biegałem od początku kwietnia przez trzy miesiące. Zaliczyłem w tym czasie kilka startów, m.in. kapitalny Bieg Piotra i Pawła oraz mój dzień konia podczas triathlonu w Nieporęcie. Buty sprawdziły się na nich doskonale. Lekkie, komfortowe i dynamicznie doskonale pasują jako moje „startówki”. Gdybym planował pobiec jeszcze jakiś maraton, na pewno pobiegłbym go właśnie w nich. 8 mm dropu (różnicy pomiędzy wysokością palców i pięty) sprawia, że bieg w nich jest dla mnie czystą przyjemnością.

NB M890GO4 świetnie sprawdzają się m.in. podczas odrzucania kubka z wodą...

... wpadania na metę jako piąty w generalce całkiem dużego biegu... 

i trzaskania samojebek po zawodach, w których zajęło się pierwsze miejsce;)

Doskonale nadają się też do bardzo niszowego skoku w dal tyłem...

... oraz wylegiwania się pod postacią zombie za linią mety;)

NB M890GO4 są dobrze zaprojektowane i świetnie wykonane. Lubię oczojebne kolory, więc ich pomarańcz pasuje mi doskonale, do wyglądu zastrzeżeń nie mam. Uwagę przykuwa też bardzo wygodne wnętrze buta. Nic tam nie uwiera, nie obciera, ani nie wkurza. Można w nich nawet biegać bez skarpetek, choć ja tego nie lubię.

Na chwilę obecną nie jestem w stanie ocenić wytrzymałości tych butów, bo póki co przebiegliśmy razem małe kilkaset kilometrów. Na razie (poza brudem i błotem;)) nie ma na nich większych śladów zużycia, więc jest OK. Na prawdziwą ocenę przyjdzie czas, gdy na liczniku będzie tysiak lub więcej. Nie umiem jednak odpowiedzieć, czy w moim prywatnym rankingu 890-tki przebiły Brooksy Pure Cadence. Za New Balance przemawiają lekkość i lepsza amortyzacja, Brooksy zaś są chyba jednak trochę bardziej dynamiczne, a przede wszystkim nie zrobiły mi nigdy krzywdy. Wszystko wskazuje więc na to, że kwestia ta pozostanie na razie nierozstrzygnięta. Do biegania w 890-tkach zamierzam wrócić, będę jednak pilnował, by było to mniej i rzadziej niż dotąd.

Buty kosztują 399,99 zł, nawet na Allegro nie udało mi się znaleźć ich taniej. Jak na szosówki to sporo pieniędzy. Choć z drugiej strony już pierwsze bieganie w nich daje poczucie, że mamy do czynienia z produktem wysokiej klasy i jakości. Połączenie lekkości z amortyzacją i dynamiką robi naprawdę świetne wrażenie. Gdyby tylko miały wsparcie dla pronatorów... (to pewnie nie byłyby tak lekkie:/). Moim zdaniem za bardzo dobre buty cztery stówki można zapłacić. Tym bardziej, że Adidas czy Nike za swoje topowe modele wołają jeszcze więcej.


To taki mały eksperyment, wideo recenzja. Podoba Wam się taki format, w którym dostajecie skondensowane informacje o sprzęcie biegowym? Chcielibyście zobaczyć więcej takich testów? Co najbardziej Was interesuje? Aby być na bieżąco z kanałem YT warto go zasubskrybować i kliknąć w ustawieniach subskrypcji „Chcę otrzymywać powiadomienia”. Dzięki temu niczego nie przeoczycie:)

Bez dziegciu nie ma miodu
Niestety, laurka (w pełni zasłużona!) dla NB M890GO4 ma też czarną stronę. Mam mocno pronującą stopę i choć biegałem już (i nadal biegam!) w butach neutralnych, to te akurat mi zaszkodziły. Wg wideo analizy przeprowadzonej w Ergo w Brooksach Pure Cadence też nie powinienem biegać, a jednak tam problemów nie było, NB po prostu pechowo nie pasują do mojej nogi, ale wyszło to dopiero po kilku miesiącach i kilkuset wybieganych kilometrach. Pomarańczowe rakiety od New Balance szybko stały się moją ulubioną parą butów i biegałem w nich bardzo często. Efekt? Problemy z pasmem biodrowo-piszczelowym. Wróciłem do starych NB M870BB2 ze wsparciem dla pronatorów, mocno pracowałem w domu nad ćwiczeniami i kontuzja zniknęła. Cóż, w szybkich i lekkich 890-tkach będę już biegał tylko krótkie i mocne treningi, pewnie zaliczę w nich też parę jesiennych startów.

Kto chce buty, kto chce??
A na koniec jeszcze przypomnienie, że i Ty możesz mieć swoje 890-tki! Jak wiesz (lub też nie) NB przygotował trochę edycji specjalnych na największe światowe maratony (kliku-kliku) modelu M890. Aby wygrać dowolnie wybraną parę 890-tek wystarczy wykonać kilka prostych kroków:
- odpowiedzieć na pytanie konkursowe „Jaki polski bieg i dlaczego powinien otrzymać własną edycję NB 890?”
- zrobić sobie fajne zdjęcie podczas wykonywania deski/planka (jak poprawnie wykonywać deskę przeczytacie TUTAJ);
- opublikować fotkę deski/planka wraz z odpowiedzią na pytania na stronie wydarzenia na Facebooku.

I to koniec. Już! Chyba niewiele jak za buty kosztujące cztery stówki, co?:)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014


Jest parę rzeczy, których nie lubię jak cholera. Po pierwsze to kiszona kapusta. No kurde, nawet jak po prostu jest w lodówce, to aż mnie skręca. Na palcach jednej ręki policzyłbym sytuacje, w których jedzenie kiszonej kapusty sprawiło mi przyjemność. Druga rzecz to dziewczyny palące papierosy i jeszcze przy tym przeklinające, to masakra! Trzecią rzeczą są treningi kolarskie w złych warunkach – za nic nie sprawiają mi przyjemności, a jeszcze rower trzeba czyścić. No i po czwarte – być przeziębionym latem... I z tym właśnie mam teraz do czynienia. Gardło boli mnie tak, że wzdrygam się na przełykanie śliny. Tak, wiem, przejdzie za kilka dni. Ale na chwilę obecną wkurza mnie to niemożebnie.

Ale żeby się tak nie wpieniać, bo podobno najgorsze co może w domu być to chory facet, to zrobimy znów coś fajnego, dobra?:) Co ja się będę rozgadywał, czek-ir-ap!



O co więc chodzi? Chodzi o to, że chcemy Was z Mateuszem zachęcić do ćwiczenia. Bo ćwiczyć warto! Pamiętajcie, że mocne mięśnie korpusu (deska, deseczka, desunia!) mocno pomagają w trakcie biegu, a o przydatności dla triathlonistów to chyba nie muszę wspominać, co? Robicie deskę, trenujecie ją, ćwiczycie, napieracie jak się pacza! Ja na przykład deskę robię trzy razy z 90-sekundową przerwą. Doszedłem do dwóch minut w każdej serii.

Jak robić deskę? Pamiętajcie o tym, by trzymać ciało w prostej linii (przyda się duże lustro lub ktoś z boku, kto powie Wam „dupsko niżej!” albo „głowa prosto!”), a całość powinna być trzymana głównie mięśniami brzucha. Nie zapominajcie też o spiętych pośladach! Jeśli boli Was grzbiet to znaczy, że brzuch już nie trzyma i należy przerwać ćwiczenie. Można opierać się na łokciach, a można na dłoniach (jak my na powyższym filmiku). Deska ma też wersje boczne. Trudniejsze wersje to na przykład na piłce (jak na zdjęciu na samej górze). Generalnie im więcej rodzajów planka będziecie robić, tym lepiej!


Deska to poważna sprawa i zajmują się nią poważni ludzie!

Pochwalcie się więc jak robicie deskę! Zróbcie sobie zdjęcie jak robicie deskę w wyjątkowym miejscu, z wyjątkowymi ludźmi lub w wyjątkowych okolicznościach. Pokażcie swoją kreatywność! Jeśli do zdjęcia deski dorzucicie odpowiedź na pytanie konkursowe i odpowiedź ta będzie równie kreatywna, to do wyciągnięcia są buty biegowe New Balance z serii 890 To bardzo dynamiczne i lekkie neutralne buty. Ja mam pięknie pomarańczowe M890 GO4 i bardzo je sobie chwalę (recenzja na blogu za tydzień), Wy będziecie mogli wybrać z szerokiej palety 890-tek (kliku-kliku)

Pytanie konkursowe nie wymaga specjalistycznej wiedzy, wymaga kreatywności!:)

Jak wiecie (lub też nie), New Balance wyprodukował kilka edycji specjalnych butów biegowych NB 890 na poszczególne maratony (m.in. Boston, Londyn, Nowy Jork i Rzym). Nasze pytanie brzmi zatem: Jaki polski bieg i dlaczego powinien wg Ciebie otrzymać własną edycję NB 890?

Odpowiedzi na pytanie udzielajcie do 25 sierpnia włącznie wrzucając je na stronie wydarzenia na FB (kliku-kliku). Pamiętacie, by dołączać zdjęcie jak robicie deskę/planka. Najbardziej kreatywny pomysł (oceniamy zdjęcie i odpowiedź na pytanie) zostanie nagrodzony dowolną wybraną edycją NB 890. W skład jury wchodzą Mateusz Jasiński (New Balance, Trenerbiegania.pl) i Marcin Krasoń, Krasus (Biecdalej.pl).


czwartek, 30 stycznia 2014

Pamiętam majowy dzień w fabryce, gdy od taśmy produkcyjnej oderwał mnie kurier, który dostarczył paczkę od New Balance Poland. Dwie pary butów do biegania! Pisałem już o New Balance M870BB2, nadszedł czas na drugie buty. Nie ukrywam, bardziej sexy z tej pary: New Balance MR10RY2 popularnie zwane Minimusami.

Najpierw krótkie info, za stroną producenta: „Buty przeznaczone dla osób ze stopą neutralną do biegów na twardych nawierzchniach. Dzięki podeszwie wykonanej w technologii Vibram, model MR10v2 idealnie dba o przyczepność i bezpieczeństwo podczas biegu. Obuwie od strony wewnętrznej zostało wykończone bezszwowo, dzięki czemu nie powoduje otarć podczas biegu. Różnica pomiędzy wysokością położenia pięty w stosunku do palców wynosi zaledwie 4 mm dzięki czemu spokojnie możemy go zakwalifikować do kategorii „bieganie naturalne.”


No tak, czyli mamy do czynienia z butami do biegania naturalnego. A kto zacz ów biegacz naturalny? Ano taki, co to biega „ze śródstopia”, czyli stawiając stopę nie wali o podłoże piętą, tylko łagodnie stąpa śródstopiem. Buty naturalne nie mają systemów amortyzacyjnych, mają cienką podeszwę i cechują się mniejszą różnicą pomiędzy wysokością położenia pięty i palców. Tzw. „drop” w Minimusach wynosi 4 milimetry, czyli o tyle pięta jest położona wyżej od palców. W tradycyjnych butach biegowych jest to 10 mm lub więcej.

Wygląd i wykonanie – szwy, których nie ma
Podeszwa od Vibramu? Przyczepność rzeczywiście jest bardzo dobra, ale czy jest ona bardziej wytrzymała niż inne podeszwy tego nie wiem, bo za mało w nich póki co przebiegłem. Wiem za to, że podeszwa jest bardzo elastyczna, można ją skręcić w rulonik.

Nie każde buty można tak powyginać jak Minimusy:)

Za to wyglądem Minimusy powalają. Nie ukrywam, że gdy tylko je zobaczyłem, połączyła nas miłość od pierwszego wejrzenia! Są genialnie narysowane, a żywy, ognisty wręcz kolor sugeruje, że służą do szybkiego biegania (o tym później). Wiele butów do biegania jest po prostu mało atrakcyjnych (jak dla mnie przoduje w tym firma Asics – design większości modeli tworzy chyba kompletne beztalencie), sporo jest pstrokatych, a Minimusy... ach, chciałoby się w takich butach chodzić na co dzień!

Minimusy są niewiarygodnie wręcz lekkie. W moim rozmiarze ważą mniej niż 200 gramów, a takie Adidas ClimaCool Ride (również naturalne) mają ponad 60 g więcej. To się czuje i to nie tylko w trakcie biegania czy chodzenia, ale nawet jak się siedzi. Buty jednocześnie dobrze trzymają się na stopie (nie są za luźne) i nie ciążą na niej jak jakieś pancerniki. Minimusy są wykonane bardzo solidnie i choćbym się postarał, to nie mam się do czego przyczepić.

Minimusy to zdecydowanie moje najlżejsze buty

Ale jest i łyżka dziegciu, a jakże! Reklamowana przez NB bezszwowość wnętrza jest wg mnie marketingowym wymysłem, bo ja tam szwy widzę, aczkolwiek wywinięte w stronę „od nogi”. Prawdopodobnie specjalista od marketingu miał więc na myśli brak szwów wywiniętych w stronę „do nogi”;) Przyjrzałem się innym butom na mojej półce i rzeczywiście Minimusy mają dużo bardziej gładkie wnętrze niż pozostałe, są więc pod tym kątem wyjątkowe, jednak brak szwów to bujda. Faktem jest jednak, że założenie tych butów na gołą stopę jest bardzo przyjemne – wnętrze jest kapitalne. Biegałem w nich na bosaka i nie nabawiłem się żadnych otarć.

Widzicie tu szew? Bo ja tak;)

Werdykt: New Balance MR10RY2 to świetnie zaprojektowane i wykonane buty

Bieganie – ogień!
Na pierwszą przebieżkę z Minimusami wybraliśmy się na stadionik z 200-metrową bieżnią. O tak, to jest miejsce stworzone dla tych butów! Ich lekkość dopiero wówczas pokazuje pazur. Trochę sobie na tym pierwszym bieganiu zaszalałem, bo robiłem 200-metrówki w tempie 2:30 min/km! No jasne, że za szybko, ale but tak niósł, że nie mogłem się powstrzymać:) Są pierońsko lekkie i wygodne, bieg w nich to sama przyjemność, butów prawie się nie czuje.

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że Minimusy nie są butami dla każdego i nie są na każdy bieg. Przede wszystkim nie nadają się one dla początkujących truchterów. Przy biegu naturalnym mocno pracują ścięgna Achillesa oraz mięśnie łydki i stóp, jeśli ktoś nie ma ich wyrobionych, to będzie cierpiał. Pamiętam swoją pierwszą naturalną przebieżkę w w/w Adidasach, łydy miałem jak z kamienia przez kilka dni i ledwie mogłem chodzić. Biegania naturalnego też trzeba się nauczyć, bo nie chodzi o bieganie na palcach, a na śródstopiu. Różnica jest subtelna, ale niezwykle istotna.

Nie są to też buty dla osób z nadwagą, gdyż brak amortyzacji może źle wpływać na stawy. Minimusy raczej nie nadają się do biegania w jakimkolwiek terenie. Las, polna droga czy szuterek odpadają, bo cienka i lekka podeszwa sprawia, że poczujecie każdy kamyk czy nierówność. Dobrze biega mi się w nich na równym asfalcie czy chodniku, ale najbardziej lubię tartan i inne tego typu nawierzchnie.


NB MR10RY2 używam (akurat nie teraz, bo jest zima, a one są zbyt ładne, by zakładać je na tę sól i śnieg!) na dwóch rodzajach treningu: rytmy na stadionie, gdzie mam gwarancję tego, że mogę biec bez patrzenia pod nogi i nic mi nie grozi oraz truchting z NKŚ. Nie zakładam ich np. na interwały, bo na dużym zmęczeniu (a przecież na tym polegają interwały) nie byłbym w stanie utrzymać dobrej techniki biegu naturalnego i nie wyszłoby to moim nogom na zdrowie.

Werdykt: New Balance MR10RY2 to bardzo szybkie, ale wymagające buty 

Nie_bieganie – sama przyjemność
Minimusy to moje jedyne buty do biegania, które zakładam też na inne okazje. Przez to, że są tak wygodne, zabieram je np. na zawody, by na mecie zmienić sobie obuwie na wygodniejsze, korzystam z nich też na treningach funkcjonalnych i na siłowni. Nie da się ukryć, że są to buty z kapitalnym designem, a do tego bardzo komfortowe – noszenie ich jest wielką przyjemnością. Buty są niezwykle wygodne i miękkie, spacerując w nich ma się poczucie, że tych butów właściwie nie ma.

Cena/jakość – jest dobrze!
Na stronie New Balance’a NB MR10RY2 mają promocyjną cenę 299 zł (przecena z 399 zł), w innych miejscach da się je kupić jeszcze 20-30 zł taniej. Wg mnie to dobra cena, bo dostajemy za nią naprawdę dobrze wykonane, atrakcyjnie wyglądające i bardzo komfortowe buty. Pamiętajcie jednak o ograniczeniach jakie się z nimi łączą jeśli chodzi o bieganie. Pierwszy trening w butach minimalistycznych powinien być niezbyt długim rozbieganiem, dystans i intensywność zwiększajcie z czasem.

Pod kątem biegowym Minimusy porównałbym (może trochę na wyrost, ale jednak się skuszę;)) do wściekle czerwonego samochodu Ferrari. Jest piękny, piekielnie szybki i wymaga dużych umiejętności. Niewprawny kierowca zrobi sobie w nim krzywdę. Podobnie jest z Minimusami – początkujący biegacz nie dość, że uziemi sobie łydki na kilka dni, to jeszcze może nabawić się kontuzji.

A swoją drogą, widzieliście zapowiedź nowej kolekcji NB? Minimusy wyglądają jeszcze lepiej niż poprzednie, ciekawe co w nich zmienili jeśli chodzi o budowę i czy nadal mają szew, którego nie ma;) Swoją drogą, zajebiaszczy jest sam pomysł infografiki, bo wielu biegaczy nie ma pojęcia, jakie buty wybrać, a nazwa butów nie zawsze tłumaczy o co chodzi. Tu mamy liczby i ich wyjaśnienie – podoba mi się to!



wtorek, 10 września 2013

Tyle się ostatnio u mnie działo, że zaniedbałem działkę „Krasus testuje i recenzuje”. A jest co testować, opiniować i recenzować, a jak! Wracam więc do tego z największą przyjemnością:) Na pierwszy strzał jedne z butów (na drugie też przyjdzie pora), które latem tego roku otrzymałem od New Balance Polska, czyli New Balance M870BB2. Dokładną specyfikację technologiczną znajdziecie na stronie NB, ja tylko powiem krótko: NB M870BB2 to przeznaczone dla nadpronatorów i biegaczy neutralnych buty treningowe do twardej nawierzchni z niezła amortyzacją i stabilizacją. NB twierdzi, że dzięki wykorzystaniu lekkiej pianki REVlite podeszwa buta jest o 30 proc. lżejsza od konkurencji. Czy to prawda? Dżizusku, nie mam pojęcia! Nie jestem w stanie zważyć podeszwy, ale wiem, że porównując do innych butów treningowych 870-tki są dość lekkie.

Cośtam o butach biegowych wiem, ale tak naprawdę to największą styczność z nimi mają przecież moje stopale. No wiadomo, że to ja zakładam, wiążę, pilnuję Gremlina jak biegniemy itd, ale przecież to stópki bezpośrednio stykają się z obuwiem. No to co, zapytajmy!


Krasus: Yoł stopale! Podobają się Wam 870-tki New Balance’a? Jakie było Wasze pierwsze wrażenie?

Stopal Lewy: Bardzo sympatyczne buty! Już od pierwszego kontaktu z cholewką miałem pozytywne odczucia. Dobrze opinają, są solidnie wykonane i przyjemne dla skóry (można w nich biegać na bosaka).

Stopal Prawy: A ja się z przedmówcą nie zgodzę! Pierwsze wrażenie było akurat niezbyt pozytywne. Coś mi ten but nie leżał. Niby nie czuć konkretnych rzeczy, które mogą wadzić, ale coś nie pasowało. Co ciekawe, ów lekki dyskomfort odczuwam za każdym razem po założeniu buta i... za każdym razem znika on po kilku minutach.

Werdykt: Prawy stopal to maruda (w lewym dyskomfotu nie odczuwam). Skoro dyskomfort znika po kilku minutach, to nie ma on znaczenia. Pierwsze wrażenie jest git.



K:
No dobrze, a kolejne treningi? Przebiegliśmy w nich 300 kilometrów, co powiemy potencjalnym zainteresowanym?

LS: Jak na buty treningowe, to są dość lekkie, sztuka waży 320 gramów. To wprawdzie więcej od ukochanych Brooksów Pure Cadence, ale jednocześnie mniej od Adidasów Supernova Sequence 3, w których dotąd uklepywaliśmy asfalt. Do ultralekkich Minimusów im daleko, profesjonalnych startówek również, ale jak na buty treningowe, jest bardzo OK. Oczywiście po 300 km nie sposób powiedzieć nic na temat wytrzymałości butów, ale póki co wyglądają niemal jak nówki sztuki. Wsparcie dla pronatorów działa poprawnie, amortyzacja również. Po ponaddwugodzinnym biegu w nich, czułem się bardzo dobrze.

PS: Już po pierwszych treningach polubiliśmy się z 870-tkami i to bardzo, nie chcę już biegać w Adidasach, bo w porównaniu do NB są toporne i ciężkie. No i 870-tki są od Supernova Sequence 3 dużo ładniejsze. A co, wygląd też się liczy:) Buty wykonano w żywym niebieskim kolorze z białymi, srebrnymi i żółtymi wstawkami, brakuje jedynie większych elementów odblaskowych, które podnoszą bezpieczeństwo wieczornego biegania. Są uszyte całkiem solidnie, nic w nich nie ociera i nie doskwiera. W środku są na tyle przyjemne i nadają się do biegania bez skarpetek.

Werdykt: New Balance M870BB2 to obuwie wygodne i dość lekkie.


K: Komu polecamy 870-tki?

LS: Są to buty typowo uliczne. O ile na suchy dukt Lasu Kabackiego jeszcze się w nich można wybrać, to już w typowy teren się nie nadają. Lubię gdy biegamy w nich długie i spokojne treningi, do tego są najlepsze. Na najszybsze interwały na bieżni wolę Minimusy (też doczekają się recenzji, a co!), a na dłuższe interwały i zawody – Brooksy Pure Cadence.

PS: Poleciłbym je osobom biegającym dystanse od 5 km w górę, które szukają buta amortyzowanego, z podparciem dla nadpronatorów, ale jednocześnie dość lekkiego i wygodnego. Buty mają 8-milimetrowy spadek pięta-palce, są przeznaczone dla osób lądujących na pięcie, pasjonaci naturalnego biegania powinni spojrzeć na inną półkę (recenzja Minimusów też będzie).

Werdykt: New Balance M870BB2 to buty treningowe dla piętaszków neutralnych i nadpronatorów, służące do uklepywania asfaltu.


Czy warto je kupić? Katalogowa cena New Balance M870BB2 to 399,99 zł, w mojej ocenie to odrobinę za dużo jak na buty treningowe. Ja bym 400 zł za buty treningowe (są dobre, nawet bardzo dobre, ale jajecznicy nie robią, więc nie ma co szaleć), ale 300-330 na pewno. To oczywiście bardzo subiektywne spojrzenie, dla niektórych i 600 zł za buty nie będzie za dużo. 870-tki są wygodne, dość lekkie i solidnie wykonane, biega się w nich przyjemnie, szukając butów mających pomóc w przygotowaniu do (pół)maratonu czy dyszki, zdecydowanie warto wziąć je pod rozwagę.

=== === ===
Wszyscy przeczytali? No to przypominam, że do 30.09.2013 r. prowadzimy akcję charytatywną pod kryptonimem „Wielki Wyścig dla Bartka”, w którym zachęcamy do wpłacania pieniędzy na rzecz chrześniaka naszego kolegi, Bartka. 4-letni Bartek ma guza pnia mózgu i staramy się mu pomóc. Hola-hola, ale nie jest to taka o, zwykła zbiórka pieniędzy. Za każde wpłacone na konto Bartka 19,99 zł otrzymujecie los w loterii nad loteriami, a dodatkowe losy możecie sobie wybiegać (jedna sztuka za 19,99 km). Ludziska, ale co to jest za loteria! Można sobie wyloteriować m.in. innowacyjny bidon na makaron, magiczną trąbkę rowerową w kolorze fioletu i kształcie kucyka, wizytę w rowerowym spa, genialnego audiobooka o z dedykacją autora oraz... patelnię nad patelniami!

Szczegóły akcji są o tu, kliku-kliku, a kasiorę wpłacamy na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski

=== === ===

środa, 29 maja 2013

Stali czytelnicy blogaska doskonale wiedzą, że w okolicach mojaj szafki z butami dzieją się czasem trochę dziwne rzeczy. Niektórzy twierdzą, że coś biorę i mi się uroiło, ale ja tam wiem swoje...

Przyznaję, że otrzymanie od New Balance dwóch par pachnących i kolorowych butów do biegania wprowadziło mnie w nie lada zakłopotanie: Jak nowi zostaną przyjęci przez resztę mieszkańców półki biegowej? Czy nie dojdzie do ekscesów? Obawy były tym większe, że od New Balance dostałem Minimusy MR10RY2 do biegania naturalnego i M870BB2 do uklepywania asfaltu. A w tych kategoriach mam już odpowiednio Adidasy ClimaCool Ride i Supernova Sequence 3. Z jednej strony ucieszyłem się, bo to okazja do porównania butów o tym samym przeznaczeniu pochodzących od różnych marek i możliwość napisania naprawdę dobrej recenzji, ale z drugiej...

W obawie przed zamieszkami, przez kilka pierwszych dni dwie pary NB musiały poleżeć pod szafą z ubraniami. Zabrałem je na pojedyncze treningi, było całkiem sympatycznie, ale nadal nie wiedziałem, jak przeprowadzić integrację pomiędzy „starymi” i „nowymi”. W końcu mój problem rozwiązał się sam, bo wychodząc na przebieżkę po Lesie Kabackim wlazłem do skrytki obuty w New Balance M870BB2. No i się zaczęło...






Zebraliśmy się przy okrągłym stole i uradziliśmy, że New Balance'y zmieszczą się na półce, ale musiałem obiecać niezaniedbywanie innych butów i rzetelne testy porównawcze, które opublikuję potem na blogu.

Trudno, co zrobić. Liczyłem na to, że NB da mi buty i zapomni o całej sprawie...

Pierwsze wrażenia z używania obu par NB są pozytywne. Minimusy są bardzo lekkie i piekielnie szybkie, ale... lepiej nie biegać w nich w cienkich skarpetkach, na dodatek jeden leży mi na stopie nieco inaczej niż drugi. 870-tki z kolei to buty z amortyzacją i wsparciem dla pronatorów, ale lekkie, i zaskakująco wygodne. Obie pary mają żywe kolory (czerwony i niebieski), co mi się podoba, choć niektórzy wolą bardziej stonowany wygląd. Za minus należy zapewne uznać cenę. 400 zł to dużo jak na buty, konkurencyjne Adidasy kosztowały niewiele ponad połowę tej kwoty każde.


Na pierwszy rzut oka buty New Balance zwracają uwagę designem i kolorami

Czy New Balance są warte takich pieniędzy, czy może ich cena to przesada? Czy Minimusy rzeczywiście są tak szybkie jak wyglądają na pierwszy rzut oka? No i jak będzie układać się w nich lewa stopa po miesiącu biegania? Czy w 870-tkach będę chciał pobiec w triathlonie? Dajcie mi 4-6 tygodni a przeczytacie dwa testy porównawcze: Adidas ClimaCool Ride vs New Balance Minimus MR10RY2 oraz Adidas Supernova Sequence 3 vs New Balance M870BB2.

środa, 15 maja 2013

Tajna kwatera Lidl Polska. Domaniewska albo inna ul. Postępu w stolicy świata, Warszafką zwanej. Postaci dramatu: D (dyrektor działu jakiegośtam), S1, S2... (stażyści działu jakiegośtam).

D: Chrząk-chrzęk, erghm. Mamy tu takiego prikaza zza Odry: bieganie jest cool, modne i dżezzi, mamy na nim zarobić kapuchę. Na wiosnę wprowadzimy kolekcję dla biegaczy, w końcu sponsorujemy Orlen Marathon itd, no więc… Lidl biega! Przysłali buty i koszulkę, ale... kurde blaszka!, pogranicznicy skonfiskowali spodenki. Musimy sami zaprojektować i zlecić produkcję. NA WCZORAJ! Możecie się więc wykazać. Kto biega?

S1: Biegać...? Nie no, na rowerze kiedyś do marketu to pojechałem, ale żeby biegać to nie...

S2: Raz czy dwa do autobusu się zaspałam jak parowóz, ale to się chyba nie liczy...

D: Chrząk-chrzęk, S3, S4, a Wy?

S3: Kuzyn wujka bratanka kiedyś przebiegł Run Warsaw…

S4: W podstawówce na setkę raz biegłem.

D: O matko i córko, chrząk-chrzęk, z kim ja pracuję?! No dobra, dajcie tu wujka Gugla. Kliku-klik. Czyli albo przylegające, albo luźne. Hmmm, S3, a ten wujek ciotki to w jakich biegł? Aha, przylegających, no to jedziemy z koksem!


=== === ===

Spodenki Crivit z Lidla – czerwona kartka
Biegając w lidlowych spodenkach marki Crivit miałem wrażenie, że właśnie tak je projektowano – ogólny zamysł był bardzo dobry, ale szczegóły zaplanował ktoś, kto o bieganiu może kiedyś słyszał, ale chyba tylko w radiu.

Spodenki Crivit jakie otrzymałem od Lidla są po prostu słabe, trzeba to sobie powiedzieć wprost i od razu. W mojej ocenie odzież biegowa powinna być jak powietrze, jeśli cokolwiek, choćby najmniejsza rzecz, uwiera, odzież dostaje czerwoną kartkę. I taką właśnie dostały spodenki do biegania z Lidla i to aż za trzy przewinienia.

To spodenki z rodzaju przylegających, o długości do połowy uda. Takie rozwiązanie ma sporo zalet – spodenki nie powodują otarć, minimalizują opory powietrza (nie lubię jak coś furkocze przy szybkich interwałach;)) i nie sposób nimi o coś zahaczyć, np dłonią podczas ćwiczenia techniki biegu. Po stronie minusów można zapisać gorszą wentylację i fakt, że nie każdy dobrze się czuje, gdy mu coś opina nogę. Lidlowskie spodenki wyglądają na dobrze wykonane, a zrobiono z dobrej jakości materiału, który jest przyjemny dla skóry i dobrze odprowadza pot. Mają też odblaskowe wstawki, co znacznie podnosi widoczność podczas wieczornych treningów. Jak na razie piszę o Crivitach bardzo pozytywnie, dlaczego więc otrzymały czerwoną kartkę?

1) Ściągacz nogawek – jest zbyt mocny i niezbyt przyjemnie uciska. Miałem na nogach kilka innych spodenek tego rodzaju i takiego odczucia nie spotkałem. Jeśli to irytuje mnie przy 11-km przebieżce to na 33. kilometrze maratonu doprowadziłoby do furii i pobiegłbym dalej w bokserkach. Mam też obawy, czy taki miejscowy ucisk na udo nie jest czasem szkodliwy ze względu na jakieś ograniczenia w krążeniu krwi;

Ściągacz nogawki jest nieprzyjemnie za ciasny

2) Ściągacz w pasie – jest zbyt masywny! Gumka jest ogromna i po jej zawiązaniu trzeba pogodzić się z wielkim supłem, który nosimy pod pępkiem. Przy nieodpowiedniej konfiguracji wygląda jakby człowiek biegał z… erekcją;)

Kolejna przeszkadzajka – masywna gumka w pasie

3) Kieszonka – z tyłu umieszczono zapinaną na zamek kieszonkę. Pomysł zacny, ale wykonanie fatalne. Po pierwsze: zamek od kieszonki chodzi bardzo opornie, otwarcie bądź zamknięcie go w trakcie biegu jest bardzo trudne. Po drugie: kieszonka jest... zbyt mała! Co chowamy w kieszonce w trakcie biegania? Klucze i/lub telefon i/lub batonika. Mam raczej niewielkiego smartfona (11x6 cm), a wciśnięcie go do kieszonki jest arcytrudne.

Swoją drogą, Sony Xperia Go to naprawdę fajny telefon dla aktywnych,
spróbuję znaleźć kiedyś trochę czasu i go opiszę:)

W moich 3/4 legginsach Kalenji żadna z powyższych przywar nie występuje, nie widzę więc powodu, by polecać spodenki z Lidla. Trzy powyższe minusy dyskwalifikują omawiane spodenki i nie rekompensuje ich ani bardzo atrakcyjna cena (35 zł), ani wymienione wcześniej zalety. Wybór na rynku jest na tyle duży, że za 40-50 spokojnie można kupić spodenki pozbawione tych wad. Tak jak wspomniałem na początku, odzież do biegania musi być idealna – nic nie może uwierać ani wkurzać. W przypadku spodenek Crivita tak nie jest i ja ich nie polecam.

Buty Crivit z Lidla – tak, ale…
Dużo lepsze wrażenie niż spodenki zrobiły na mnie buty Crivit z Lidla. W pierwszej chwili pomyślałem (nie tylko ja!), że w Lidlu w zabójczej cenie 69 złociszy pojawiły się Asicsy, potem jednak okazało się, że Asicsy były tylko inspiracją dla designu Crivitów… Mały zgrzyt na początek, ale potem było już lepiej. Buty są nieźle wykonane, mają sensowną amortyzację i odblaskowe elementy, lecz jeśli chodzi o wygląd to niezbyt mi się podobają – choć to kwestia gustu. Na szczęście biegacze to nie kolarze i stylówa nie jest aż tak ważna, więc wyglądając jak klasyczny trzepak poleciałem w nich na przebieżkę.

Ładne? Brzydkie? Mi się nie podobają, ale to kwestia gustu

Pierwsze odczucie: łomatko, jak sztywno! Brooksy Pure Cadence, w których biegam od roku, są elastyczne, lekkie i bardzo przyjemne dla stopy. Lidlowym butom tego brakuje. Niby są nieźle zrobione, ale nie odczuwałem w nich takiego komfortu jak w Brooksach. Z mojego punktu widzenia jest to wada, bo przyzwyczaiłem się do wygody. Ale jeśli ktoś nie wybiegał jeszcze kilku par butów po kilkaset złociszy, to po lidlowskie obuwie spokojnie może sięgnąć. Co więcej, dla tych, co rozważają rozpoczęcie przygody z bieganiem będzie to jedno z najlepszych rozwiązań.

A wszystko ze względu na cenę. Wiadomo jak to jest z tym bieganiem – połowa osób, która zaczyna, kończy na pierwszym tygodniu treningów albo i wcześniej;) Wydawanie 300 zł na firmowe buty mija się w tym wypadku z celem, bo będzie wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Lepiej kupić tanie buty w Lidlu, pobiegać w nich kilka miesięcy i dopiero jeśli złapiemy bakcyla na dobre, zainwestować w lepszy sprzęt.

Albo i nie. Znany jest przypadek Michała Smalca, jednego z czołowych polskich biegaczy, który w butach kupionych w Lidlu osiąga kosmiczne wręcz wyniki. Twierdzi, że te buty mu pasują i nie ma sensu inwestować w droższe, bo przecież nie zawsze droższe znaczy lepsze. Pierwotnie buty Crivita kosztowały bodaj 69 zł, ale wczoraj w jednym ze sklepów widziałem je za 59 zł. To naprawdę rewelacyjna cena jak na buty do biegania i bez dwóch zdań dla początkujących będzie to świetne rozwiązanie, a ci bardziej zaawansowani powinni w sklepie Crivity przymierzyć i ocenić jak się w nich czują.

Fota zrobiona 14 maja 2013 r.
w Lidlu przy Puławskiej w Warszawie

Moja para była dla moich stopali trochę za mała (szkoda, że rozmiarówka w różnych firmach jest tak rozjechana…), powędrowała więc do osoby, która rozważa rozpoczęcie przygody z bieganiem i jak tylko kilka razy w nich pobiega, pojawi się krótka opinia w komentarzu.

Koszulka Crivit z Lidla – złoty medal
Tak jak wspomniałem powyżej, odzież biegowa powinna być jak powietrze. I koszulka oferowana przez sklepy Lidl w cenie 28 zł. właśnie taka jest, nie ma się tu co rozpisywać na pięć akapitów. Zrobiono ją z przyjemnego dla ciała materiału, który dobrze odprowadza pot na zewnątrz, ma ładny żywy kolor i odblaskowe wstawki, a wewnętrzne szwy nie drażnią skóry. W mojej ocenie koszulka nie odstaje jakościowo od kilkakrotnie droższych odpowiedników znanych marek, za co należy jej się złoty medal. W Decathlonie można kupić oddychające koszulki w podobnej cenie, ale wydaje mi się, że zrobione są z gorszego materiału, nie tak przyjemnego dla skóry. Crivit wypada tu o niebo lepiej. Stosunek cena/jakość jest tu najlepszy z możliwych!


Z trzech rzeczy otrzymanych od Lidla najwyżej oceniam koszulkę,
jest po prostu świetna!

Pisałem już kiedyś, że w kwestii odzieży do biegania preferuję tanie lokalizacje, które określiłem jako D-P-T, czyli Decathlon – Promocje (w markowych sklepach) – Tchibo. Po przetestowaniu (za możliwość przeprowadzenia testów bardzo Lidlowi dziękuję:)) trzech rzeczy z Lidla dopisuję do tej listy literkę L jak Lidl.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Afera, skandal i szok! Amber Gold, rozporek Clintona i dziadek Tuska to przy tym pikuś, jeden wielki pikuś. Ale po kolei, bo pewnie zaczęliście się już martwić (i słusznie!).

Wracam ja w poświąteczny wtorek z fabryki. Wchodzę do domu, a tam rozpierducha jakiej świat nie widział! Słychać krzyki, szlochanie i wołanie o pomoc, a ze skrytki, gdzie trzymamy m.in. obuwie i sprzęt sportowy wydobywa się kurz.

Przeprowadziłem małe śledztwo (nie na darmo w tajemnicy przed rodzicami oglądało się seriale kryminalne w czwartkowe wieczory, ha!) i oto jakie zeznania udało mi się zebrać (ze względu na ochronę danych osobowych imiona oskarżonych zostały zastąpione inicjałami):

Brooks (1 rok): Spokojnie rozgrzewaliśmy się przed dzisiejszym bieganiem, gdy znienacka nas zaatakowano! Były ich tłumy, bili, kopali i jeździli po nas!

Adidas (2 lata): Rzucili się na nas jak zwierzęta, to było bezduszne… W oczach mieli mord, jedynym celem było unicestwienie nas.

Adidas (1,5 roku): To się nie godzi. My tu we wspólnocie żyjemy i nagle taki atak? Żeby sznurówki wciągnąć między zębatki a łańcuch?!

Inov-8 (1 miesiąc): Toturowanie niebieską oponą to jawne łamanie Konwencji Genewskich, żądamy eksmisji tych bandytów!

Niczym Kojak rozpakowałem lizaka, jak Columbo wyciągnąłem z kieszeni jajka na twardo i cygaro, popatrzyłem w lustro na swoją koszulkę Pumy a'la Borewicz i postanowiłem przesłuchać kogoś bardziej bezstronnego. Na podłodze leżała nieco zmaltretowana Podrabiana Kubota z Tesco.

Podrabiana Kubota z Tesco (8 lat): Wszystko widziałam. Ale zacznijmy od tego, że nie jestem podrabianą Kubotą, a oryginalnym Hero by Wrangler! Owszem, może inspiracją dizajnera były Kuboty, ale inspirowanie się to nie podrabianie!

Krasus: Kubota, do rzeczy, nie zajmuj mi tu czasu antenowego na blogu!

Podrabiana Kubota z Tesco (czyli Hero by Wrangler): No więc było tak. Dzisiaj rano po śniadaniu, a zjadłam dwie białe skarpety…

Krasus: Kubota, nie zalewaj, mów co widziałaś!

Podrabiana Kubota z Tesco (czyli Hero by Wrangler): Już, już, bez nerwów! Wypoczywałam po śniadaniu gdy usłyszałam jakiś rumot i zobaczyłam, że Z. (2 mies.) zrzuciła kask z szafki i jedzie w kierunku półki z butami. Jednocześnie jeden z S. (6 mies.) rzucił się na wypoczywające po weekendzie Inov-8, a drugi skoczył na szykujące się na wieczorny trening Brooksy. Z. złapała sznurówki trialowych Adiasów i wkręciła je między przednią zębatkę a łańcuch. Musiałam się schować, bo nie mogłam więcej patrzeć.

Krasus: I to wszystko?

Podrabiana Kubota z Tesco (czyli Hero by Wrangler): Nie, nie, wychynęłam zza węgła i zobaczyłam, że S. trzymał jednego z Inov-8, a Z. zaczęła po nim jeździć tą potworną niebieską oponą. Ten próbował się wyrywać, ale był bez szans. Potem straciłam przytomność, bo atakująca Brooksy Z. przejechała mi po rzepie.

Zacząłem analizować fakty. Wszystko wskazuje na to, że wyglądało to mniej-więcej tak:









Postanowiłem stawić czoła faktom i porozmawiać z oskarżonymi.

Krasus: Z., S., czy to co mówi Podrabiana Kubota i reszta to prawda?

Z.: Jasne że prawda! Jak mogłeś, jak mogłeś…? Calutki długi marzec, a Ty co…?

Krasus: No jak co? Super-hiper życiówka w maratonie, pierwsza ever wygrana w biegu na orientację i całkiem udany debiut w roli zająca na Półmaratonie Warszawskim – to był świetny miesiąc!

Z.: Owszem, świetny miesiąc... BIEGOWO! A przypomnij mój drogi, co jest największym wyzwaniem tego roku?

Krasus: Półajronmen…

S. lewy: Na który składa się…?

Krasus: … 1,9 km pływania, 90 km na rowerze i 21,1 biegu.

S. prawy: No właśnie, bieganie to tylko jedna z trzech części! A spójrz na dane z Endomondo. Co widzisz?


Krasus: 205 przebiegniętych kilometrów, 508 długości 25-metrowego basenu i 3h20min. spinningu…

Z.: Czy po to kupiłeś trenażer żeby używać go cztery razy w miesiącu po niecałej godzinie? Po to sprowadzałeś mnie z drugiego końca Polski żebym tu stała i patrzyła się na siebie? Czy naprawdę sądzisz, że trenując tyle ukończysz ½ IM w sensownym czasie?

Krasus: Bo ja się…

S. prawy: Nie mówi się „boja się” tylko „boję się”! Ale to dobrze, że się boisz, bo 90 km się samo nie przejedzie! Do startu w Poznaniu zostały cztery miesiące, a w Borównie/Bydgoszczy pięć miesięcy. To czas, w którym musisz przygotować się na przejechanie tego dystansu w co najwyżej 2h50min. Zrozumiano?!

Krasus.: Tak, ale…

Z.: Żadnych „ale”! Od teraz tygodniowo spędzasz na siodełku co najmniej tyle, co przez cały marzec, kręcisz w tlenie i modlisz się, żeby jak najszybciej przyszła wiosna. Czy wyrażam się jasno?!

Krasus: Tak jest!

W końcu udało mi się ogarnąć sytuację.
Biegowe buty wróciły na swoją półkę
i w spokoju oczekują na kolejne treningi.

Niestety, obrażenia jakich w trakcie walk doznały
Adidasy Kanadia są zbyt poważne i przyjdzie mi się z nimi pożegnać...

piątek, 1 marca 2013

Prawie 40h uprawiania sportu, nabiegane 142 km na treningach i 64,5 km podczas zawodów na orientację, do tego 624 długości basenu*, 2 wizyty na pakerni i 3h przesiedziane na rowerowym siodełku – w sumie, wg Endomondo, zużyłem w lutym 27,5 tys. kalorii (tak właściwie to kilokalorii, ale używajmy powszechnego uproszczenia). Mimo przeziębienia (stąd jeden trening na bieżni), w porównaniu do stycznia było całkiem dobrze. Tak przynajmniej myślałem do wczoraj, gdy zobaczyłem podsumowanie miesiąca autorstwa Bo – ależ gazele mieszkają w tym Rzeszowie! No ale przynajmniej wiem, w jakim kierunku powinienem zmierzać. Wystarczy więcej biegać, pływać i kręcić na rowerze – w sumie żaden problem,c’nie?;)

Póki co poczłapałem do kilku lekarzy, by sprawdzić jak tam mój organizm w ogóle się ma i czy to co robię na pewno ma sens i nie wiąże się ze zbyt wielkim ryzykiem. Okazało się, że podobnie jak Ava mam za niską hemoglobinę. Nie jest to jakiś dramatyczny poziom, nawet w normach jeszcze się mieszczę, ale pani kardiolog uznała, że przy tak niskim tętnie (na EKG wyszło 45/min – pielęgniarka zrobiła spore oczy ze zdziwienia;)) i aktywnym trybie życia, powinna być wyższa. Spożywam więc właśnie pyszny i zdrowy sok z buraków.

A jak idą tri-przygotowania? Opłaciłem drugi start – to już pewne, że na dystansie 1/2 IM zadebiutuję w pierwszy weekend sierpnia w Poznaniu, a swój wynik poprawię miesiąc później w Borównie/Bydgoszczy. Szukam jeszcze jakiegoś sensownego 1/4 na lipiec, by zobaczyć jak to z tymi zmianami jest. Macie jakieś doświadczenia i pomysły?



W lutym skupiłem się na przedmaratońskim bieganiu, oprócz skorpionowego 64,5 km w trudnym terenie, zrobiłem dwa śnieżne treningi 30-kilometrowe i wczoraj mocne 22,5 w tempie na maratońską życiówkę. Przed poprzednimi maratonami tyle długich nie biegałem, mam nadzieję, że przyniosą oczekiwany efekt. Basen odwiedziłem 10 razy, wciąż robię postępy i tego zamierzam się trzymać, choć jak patrzę na treningi wspomnianej Bo, czy Arka to mi mina rzednie. Ale w marcu najważniejszym punktem jest maraton w Barcelonie. O tym, jak chciałbym go pobiec i jakie widzę szanse na zrealizowanie planu jeszcze będzie czas, by napisać, poczekajcie z tydzień.

Skąd tytuł posta? A no stąd, że drogą kupna nabyłem nowe buty! Nie są to super szybkie startówki na maraton, tylko buty do zadań specjalnych: Inov-8 Roclite 295. Moje kochane Adidasy zrobiły ponad 1000 km w trudnym terenie i choć cholewka wygląda prawie jak nowa to pianka już się ubiła i bieganie w nich sprawia mi spory ból jednej z kości śródstopia.

A przy okazji przypominam, że do 22 marca br. w sklepie NBR wszystko możecie kupić o 10% taniej! Wystarczy przy zakupie podać kod rabatowy: www.biecdalej.blogspot.com. Kod ważny jest do 22 marca br. i dotyczy całego asortymentu sklepu.

Lutowa zmiana butów ma też drugie znaczenie. Wyszedłem wczoraj „na lekko” (czyt. bez kurtki i całego zimowego sprzętu, w asfaltowych butach) na trening i... ależ się biegło! Noga podawała jak szalona, a sprężysta łydka z każdym krokiem chciała biec szybciej i szybciej! Leciałem jak na skrzydłach, a tętno pięknie utrzymywało się na niskim poziomie przez ponad 20 km! To chyba długie treningi w trudnym śnieżnym terenie wreszcie przyniosły efekt i wraz z nadejściem wiosny nadchodzi biegowa forma. Oby jej szczyt wypadł 17 marca na Plaça d'Espanya i w okolicach.

Swoją drogą, plac został wytyczony w miejscu dawnego miejsca straceń – wcześniej stała tam szubienica miejska. Idealne miejsce na start i metę maratonu, czyż nie?;)

* prawie połowa z tego na basenie 50-metrowym, ale dla uproszczenia przeliczyłem wszystko na 25-metrówki;)