BIEC DALEJ I WYŻEJ, czyli to i tamto o bieganiu, triathlonie, górach i samym sobie

niedziela, 3 lutego 2013

Rok 2013 zacząłem z przytupem. Ponad 39 gorączki i ostra infekcja górnych dróg oddechowych zafundowały mi tygodniową przerwę we wszelkich treningach i „Sylwester z Polsatem”. Przez tydzień siedziałem w domu, by potem powoli wrócić do ruchu. Starałem się zajęcia wprowadzać spokojnie, by choroba nie wróciła. Pierwszy raz biegać na zewnątrz wyszedłem tydzień po powrocie do świata żywych.

Jak już wróciłem do treningów to po tygodniu… znów mnie pierdyknęło, tym razem zainfekowały mi się dolne drogi (bynajmniej nie oddechowe!), a gorączka dochodziła do 40 st. Celsjusza. Znów prawie tydzień w plecy. Ogólnie w styczniu trenowałem tylko w 18/31 dni, czyli o 9 mniej od zakładanego (przyjąłem sobie jeden dzień tygodniowo na regenerację, całkowicie bez sportu).


Łącznie w styczniu sportowałem się (oprócz biegania, basenu i spinningu jeszcze dwa razy doszła ścianka wspinaczkowa i po razie siłownia i ping pong) przez 25,5h w porównaniu do 38h w grudniu. Słabo, słabo... Ale jest mocne postanowienie poprawy! Żadnych infekcji ani innych syfiksów i ostro ciśniemy! Najważniejsze w lutym jest bieganie. Raz, że Barcelona coraz bliżej, a dwa – punkt kulminacyjny miesiąca to mistrzostwa Polski w pieszych maratonach na orientację na dystansie 50 km, czyli Skorpion. Ale tak naprawdę to cały ten styczeń i luty to tylko pretekst do tego, by się czymś pochwalić...:) Kto nie zagląda na blogowego Fejsa ten dowie się właśnie z tego wpisu.

Bo od paru dni serducho bije mocniej, z linii produkcyjnej zeszła bowiem już Ona (no wiem, że rower to rodzaj męski, ale co, że niby się Nim tak jaram?! Ta, Ona, brzmi zdecydowanie lepiej!). Zobaczcie jaka smukła, zgrabna i powabna...:)

 Póki co nie mam pomysłu na imię (rower musi mieć imię, nie?!),
wszelkie sugestie mile widziane w komciach:)

Tak, tam na kierownicy jest kucyk. Fioletowy kucyk. To jest megaopływowy kuc wyścigowy spełniający przy okazji funkcję dzwonka (wszak to obowiązkowy element wyposażenia każdego roweru!). Proszę więc nie drwić, nie nabijać się, tylko brać ze mnie przykład i montować na rowerach dzwonki.

Najprawdopodobniej za tydzień będę już mógł pojeździć, na razie oczywiście tylko w domu, ale jednak, to zupełnie inna sprawa niż kręcenie na spinningu na siłowni. A potem oczekiwanie na wiosnę. Na pierwszy słoneczny, suchy i ciepły dzień, w który z duszą na ramieniu po raz pierwszy wybierzemy się na wspólną wycieczkę…:)

I wiecie co? Ja naprawdę nie mogę się tego dnia doczekać!

16 komentarzy :

  1. Rower jest jeszcze 300 km ode mnie, jak dotrze to porobię więcej zdjęć i na pewno znajdzie się na niego specjalna galeria na FB:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pobiegnij po niego. Nazwij trasę którą zrobisz "w pogoni za pegazem" i rozgrywaj na niej zawody :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, zajefajny plan! Jakbym biegł to bym nie musiał się tras trzymać i myślę, że w 250-260km bym się zmieścił:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Plastikowy Pegaz brzmi nieglupio.

    U mnie najbardziej ekstremalna byla "Wyliniała Strzała" na czesc zlazacej zewnetrznej warstwy lakieru i kalkomanii...

    OdpowiedzUsuń
  5. Krasus Twój dzwonek pasuje do mojego "bidonu aero" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mist, jak wygląda Twój bidon?:)

      Usuń
  6. Piękny rower. Nawiasem mówiąc, po włosku rower to ona (la bicicletta) :) Ja też się cieszę, że styczeń się skończył, bo był, ekhm, trudny :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i tej włoskiej wersji zamierzam się trzymać!:)

      Usuń
  7. Ten twój chorobowy styczeń to miał prawie tyle godzin co mój w pełni przepracowany :) Rower super, ciekawe gdzie będziesz nim jeździł. Zanim nie oddadzą obwodnicy to tam jest niezły asfalt - zobacz moje sobotnie wybieganie na endo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. POW to jest oczywiście mój faworyt na wiosenne treningi. Naszego odcinka nie otworzą na pewno do wakacji, więc będzie spoko. A potem to wypady na trasę lubelską (szerokie pobocze) lub w stronę Czerska (ponoć też niezłe asfalty tam są) :)

      Usuń
  8. Piękna ona :) A może nazwij ją "Ziuta" od takiego "ziuuu" jakie będziesz robił zasuwając na niej ;-) Tylko że trochę mało poetyckie ;-)
    Ta zima to chyba wszystkim dała popalić chorobowo, ale przed nami najlepsze, bo śniegi chwilowo zeszly przynajmniej w Wawie i idzie wiosna więc bądźmy dobrej myśli. A gdzie bywasz na ściance? Ja 2x tyg. Warszawianka lub Obo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem początkujący, owe dwa razy byłem na boulderze w Crux. Chciałem się dostać na Nowowiejską, ale było tyle ludzi, że nie udało się wejść:/ Latem bywałem też w 2Wieżach, ale teraz tam jest za zimno, a dla mnie i za daleko;)

      A którą ściankę polecasz najbardziej dla początkujących?

      Usuń
    2. Wiesz co? Ziuta rzeczywiście jest mało poetyckie, ale już Zuzanna? Też od "ziuuuu!" ;)

      Usuń
    3. Polecam Ci Warszawiankę jesli mieszkasz w Piasecznie to masz w sumie blisko. Obozowa ma dużo łatwych dróg, jeśli chcesz sie wspinac z liną, to spodoba ci się. Nowowiejska jest zawsze ciasna i nie ma co tam chodzic bo często sie nie wbijesz. Na Cruxie byłam raz i powiem szczerze że nie przypadł mi do gustu. Dziwne tam te baldy - całkiem fajnie możesz za to pobulderować właśnie na Warszawiance - sa dwie scianki bulderowe z rożnym stopniem przewieszenia. Jakbyś coś chciał jeszcze wiedziec to pytaj smialo - ja o wspinaniu moge gadac godzinami :)

      Usuń
    4. Obozowa - byłem kiedyś daaaaawno, ale to tak daleko, że porażka. Warszawianka brzmi rozsądnie, można od razu po iść na trening na basen;) Dzięki za podpowiedzi, myślę, że w tym albo w kolejnym tygodniu sprawdzę Warszawiankę.

      Usuń