Co za skupienie na twarzy! / fot. Ilona Wicherkiewicz
Bywają takie imprezy, w których człowiek zakochuje się od pierwszego wejrzenia wystartowania. Zadurza się w wyjątkowej trasie, unikalnej atmosferze i duszy, jakiej przeciętne zawody nie posiadają. Tak było z Monte Kazurą. Wpadłem jak śliwka w kompot! Nic więc dziwnego, że mimo zaledwie jednego dnia odpoczynku po zmordowaniu...
BIEC DALEJ I WYŻEJ, czyli to i tamto o bieganiu, triathlonie, górach i samym sobie