Towarzyska rozmowa z Bestią w ostatni weekend uświadomiła mi, że będzie to chyba najważniejszy start w moim życiu. ABN AMRO Marathon Rotterdam... Ciężar wyniku jaki chcę osiągnąć, postępu jaki wymarzyłem sobie dokonać i fakt, że będzie to mój ostatni maraton sprawiają, że to chyba rzeczywiście najważniejszy bieg ever. Umyśliłem sobie, że jeśli uda się trójaka złamać, to więcej w ulicznym maratonie ścigać się nie będę. Bardziej kręci mnie mapa, góry, teren, ultra, a symboliczny czas poniżej 3h fajnie zamknie ten etap mojego biegania. Nie wykluczam, że maraton uliczny pobiegnę, ale jako zając lub towarzysko, ot dla radości z biegania.
I trochę czuję presję, którą sam wytworzyłem. Zrobiłem to, by mieć motywację do treningów i... ten motywator sprawdził się nieźle. Pół roku temu powiedziałem, że chcę zejść poniżej 3h w maratonie i to własnymi, trochę niestandardowymi, metodami. Wielu osobom pomysł ten wydał się szalony i nie do zrealizowania. Szczególnie, że chciałem zrobić to z quasi-planem treningowym mojego własnego autorstwa, który zamiast konkretnych treningów miał tylko bardziej lub mniej ogólne założenia. Czy udało się je zrealizować? Pora wyłożyć karty na stół!
Uczciwie przyznam, że swoje założenia treningowe traktowałem z ograniczoną obowiązkowością, dopiero teraz widzę, że trochę zabrakło kilometrażu, a to jednak przede wszystkim tam powinno być napisane „zrealizowane”. W ramach przygotowań zrobiłem tylko dwa „klasyczne” długie wybiegania ponad 30 km. Ale za to był obóz biegowy w Tatrach, gdzie w osiem dni nabiegałem 140 km, no i 50-tki na orientację, z których trzy były praktycznie całe przebiegnięte i to na dość wysokiej intensywności. Mam nadzieję, że to zaprocentuje.
Po stronie plusów muszę też zapisać zdrowie, które nie zawiodło. Jakieś przeziębienia próbowały się do mnie dobierać, ale bez efektu. Za jednym wyjątkiem, gdy rozłożyło mnie na trzy dni, ale szybko udało się wrócić do sił. W urodziny się z kolei skontuzjowałem, ale i tu dopisało szczęście – stosując się do Waszych wskazówek udało mi się w ekspresowym tempie pozbyć urazu. Wprawdzie kostka wciąż pobolewa, ale tylko po bieganiu terenowym, a trasa ABN AMRO Marathon Rotterdam biegnie zdecydowanie po ulicach miasta, więc nie powinno być to problemem.
Do szybkiego maratonu potrzeba mi szybkości, wytrzymałości i siły. Szybkość mam (półmaraton), wytrzymałość też (starty w PMNO), z siłą również nie jest źle (treningi funkcjonalne plus obóz w Tatrach). Jedyne co może trochę martwić, to te braki w kilometrach. Czułbym się pewniej gdyby stało tam czyste „zrealizowane”.
Wczoraj rano zrobiłem ostatni przedmaratoński trening. Właściwie teraz to już trudno nazywać to treningiem, ot trzasnąłem trzy razy po trzy kilometry w docelowym tempie maratońskim. Już nic się nie poprawi, już nic się nie wytrenuje, w ostatnim tygodniu to trzeba na siebie chuchać i dmuchać, oby tylko nic się nie skitrało! A Wy w tym czasie szykujcie siły na dmuchanie w odpowiednią stronę w niedzielę. Niech holenderski wiatr cały czas wieje w plecy! Trzymane kciuki też na pewno wiele pomogą, niech wszystko pójdzie jak na warszawskiej połówce. Po tamtym starcie jestem dobrej myśli, ale wiadomo: maraton to nie dwie połówki. Skurczybyk nie wybacza błędów i niedociągnięć. Potrafi z partyzanta przypierdzielić lewym sierpowym gdy najmniej się tego spodziewasz.
A organizatorzy przygotowali bardzo fajną rzecz: na 37 km i na 500 m przed metą będą wyświetlacze, na których pojawią się wiadomości dla przebiegających zawodników. Wystarczy wejść o tutaj kliku-kliku, wprowadzić mój numer startowy 3930 i... wiecie co robić!:) Za każdą wiadomość bardzo mocno DZIĘKUJĘ!
A w międzyczasie, typując do 10:30 gdy maraton startuje, możecie małe co nieco wygrać, o tutaj: KLIKU-KLIKU.
fot. marathonrotterdam.org
I trochę czuję presję, którą sam wytworzyłem. Zrobiłem to, by mieć motywację do treningów i... ten motywator sprawdził się nieźle. Pół roku temu powiedziałem, że chcę zejść poniżej 3h w maratonie i to własnymi, trochę niestandardowymi, metodami. Wielu osobom pomysł ten wydał się szalony i nie do zrealizowania. Szczególnie, że chciałem zrobić to z quasi-planem treningowym mojego własnego autorstwa, który zamiast konkretnych treningów miał tylko bardziej lub mniej ogólne założenia. Czy udało się je zrealizować? Pora wyłożyć karty na stół!
=== === ===
- będę biegał 3-4 razy w tygodniu (w połączeniu z trzema basenami i dwoma-trzema trenażerami powinno to wystarczyć) – za wyjątkiem kilku tygodni, plan został zrealizowany, nie było też tygodnia bez ani jednego treningu. Dużo mniej od założeń było roweru, raczej raz w tygodniu niż dwa-trzy.
- będę w szczycie przygotowań robił 70-80 km w tygodniu – niestety, brak konkretnej rozpiski treningowej sprawił, że wyszło 60-70 km tygodniowo. Na szczęście nie było miesiąca poniżej 200 km, a w rekordowym tygodniu (w trakcie obozu biegowego w Tatrach) zrobiłem 117 km. Luty i marzec, jako szczyt przygotowań, przyniosły odpowiednio 300 i 242 kilometry, nie jest źle.
- będę startował w Zimowych Biegach Górskich w Falenicy (kros aktywny) – zrealizowane.
- będę w miarę możliwości dużo biegał po wydmach i lesie w Magdalence – porażka, byłem tam tylko dwa razy.
- będę co najmniej raz w tygodniu wracał biegiem z pracy (17 km z możliwością wydłużenia) – zrealizowane.
- będę część biegów spokojnych robił z metronomem wybijającym rytm biegu (kadencja 180 kroków/min) – zrealizowane.
- będę regularnie chodził na treningi funkcjonalne, a w domu ćwiczył 4-5 razy w tygodniu po pół godziny – zrealizowane, choć w ostatnich tygodniach z regularnością ćwiczeń było już słabo.
- dwa lub trzy starty w PMNO na 50 km potraktuję jako weekendowe długie wybiegania, ale w marcu już je odpuszczę – zrealizowane.
- będę chodził po schodach do i z biura (pięć pięter) – zrealizowane.
- w ostatnich sześciu tygodniach przygotowań do długich biegów dodam przyśpieszenie do tempa maratońskiego – przyśpieszenia zrealizowane, ale najtrudniejszego treningu (15 km spokojnie + 15 km tempem maratońskim) zrobić się nie udało, zabrakło pary i skapitulowałem.
- jeden dzień w tygodniu będzie bez biegania/pływania/roweru – zrealizowane.
- startem testowym będzie Półmaraton Warszawski, który pobiegnę w 1:24 – 1:23:10, pozamiatałem!
=== === ===
Uczciwie przyznam, że swoje założenia treningowe traktowałem z ograniczoną obowiązkowością, dopiero teraz widzę, że trochę zabrakło kilometrażu, a to jednak przede wszystkim tam powinno być napisane „zrealizowane”. W ramach przygotowań zrobiłem tylko dwa „klasyczne” długie wybiegania ponad 30 km. Ale za to był obóz biegowy w Tatrach, gdzie w osiem dni nabiegałem 140 km, no i 50-tki na orientację, z których trzy były praktycznie całe przebiegnięte i to na dość wysokiej intensywności. Mam nadzieję, że to zaprocentuje.
Po stronie plusów muszę też zapisać zdrowie, które nie zawiodło. Jakieś przeziębienia próbowały się do mnie dobierać, ale bez efektu. Za jednym wyjątkiem, gdy rozłożyło mnie na trzy dni, ale szybko udało się wrócić do sił. W urodziny się z kolei skontuzjowałem, ale i tu dopisało szczęście – stosując się do Waszych wskazówek udało mi się w ekspresowym tempie pozbyć urazu. Wprawdzie kostka wciąż pobolewa, ale tylko po bieganiu terenowym, a trasa ABN AMRO Marathon Rotterdam biegnie zdecydowanie po ulicach miasta, więc nie powinno być to problemem.
Do szybkiego maratonu potrzeba mi szybkości, wytrzymałości i siły. Szybkość mam (półmaraton), wytrzymałość też (starty w PMNO), z siłą również nie jest źle (treningi funkcjonalne plus obóz w Tatrach). Jedyne co może trochę martwić, to te braki w kilometrach. Czułbym się pewniej gdyby stało tam czyste „zrealizowane”.
Wczoraj rano zrobiłem ostatni przedmaratoński trening. Właściwie teraz to już trudno nazywać to treningiem, ot trzasnąłem trzy razy po trzy kilometry w docelowym tempie maratońskim. Już nic się nie poprawi, już nic się nie wytrenuje, w ostatnim tygodniu to trzeba na siebie chuchać i dmuchać, oby tylko nic się nie skitrało! A Wy w tym czasie szykujcie siły na dmuchanie w odpowiednią stronę w niedzielę. Niech holenderski wiatr cały czas wieje w plecy! Trzymane kciuki też na pewno wiele pomogą, niech wszystko pójdzie jak na warszawskiej połówce. Po tamtym starcie jestem dobrej myśli, ale wiadomo: maraton to nie dwie połówki. Skurczybyk nie wybacza błędów i niedociągnięć. Potrafi z partyzanta przypierdzielić lewym sierpowym gdy najmniej się tego spodziewasz.
A organizatorzy przygotowali bardzo fajną rzecz: na 37 km i na 500 m przed metą będą wyświetlacze, na których pojawią się wiadomości dla przebiegających zawodników. Wystarczy wejść o tutaj kliku-kliku, wprowadzić mój numer startowy 3930 i... wiecie co robić!:) Za każdą wiadomość bardzo mocno DZIĘKUJĘ!
A w międzyczasie, typując do 10:30 gdy maraton startuje, możecie małe co nieco wygrać, o tutaj: KLIKU-KLIKU.





















